Bez kategorii

Wypoczynek

Letni czas i wakacyjny numer pisma skłania do tego, byśmy przyjrzeli się nie tylko sławnej pracy benedyktyńskiej, ale również temu, co w duchowości zapoczątkowanej mądrością Sw. Benedykta z Nursji myśli się na temat wypoczynku. Wszyscy za nim tęsknimy i zdajemy sobie sprawę z jego wyjątkowości – większość dni naszego życia zgodnie z zamysłem Bożym upływa na wysiłku, pracy i mozolnej służbie drugiemu. Jednak, im więcej w tym miłości, tym mniej zmęczenia i smutku.

Przestrzega o tym reguła, która doradza w przypadku czyjegoś mozolnego wysiłku takie zarządzanie czasem innych i zapewnienie im pomocy, by „nie spełniali [swej] pracy z przykrością” (35.3). W rzeczy samej, niewiele w samej regule przeczytamy o wypoczynku. Nie jest on sam w sobie przedmiotem zainteresowania Świętego, a to z tego powodu, że jako sprawę wymagającą szczególnej troski traktuje on równowagę i porządek. Podpowiedzi na temat dzisiejszych rozważań trzeba zatem szukać głębiej niż w słowach wprost wypowiedzianych.

Tam, gdzie Benedykt porządkuje życie modlitwy wspólnoty, ustalając liczbę, pory i cykl liturgii godzin wyśpiewywanej przez mnichów w klasztorze, dodaje mimochodem, że swego rozstrzygnięcia dokonuje „zgodnie z rozsądkiem” (8.1). To wtrącenie stanowi furtkę do świata racji, którymi kieruje się autor reguły. Rozsądek podpowiada, by zachować dużą wrażliwość na potrzeby braci, odpowiadać na nie zwłaszcza wtedy, gdy są uzasadnione. Tam, gdzie praca jest szczególnie ciężka dodać posiłku, gdzie doskwiera skwar dodać miarę napoju, gdzie wiele pokus do podjęcia działania – wprowadzić umiar i porządek. Jest jednocześnie uzasadnieniem dla modyfikacji wskazań reguły, które służą jej lepszemu urzeczywistnieniu. W dziejach zakonu benedyktynek na ziemiach polskich reforma dokonana w XVI wieku przez matkę Marię Magdalenę Mortęską oznaczała w myśl tego wprowadzenie – wbrew jednoznacznemu wskazaniu Mnicha – do jadłospisu mięsa, bowiem klimat północy Europy oraz dostępne uprawy nie pozwalały na to, by zapewnić wyżywienie stosowne do potrzeb mieszkańców tej części kontynentu. Rozsądek też staje się w końcu wyznacznikiem potrzeby wypoczynku. Nasz dzisiejszy styl życia „w świecie”, w znacznym stopniu narzucany przez kulturę i potrzeby finansowe – jest dynamiczny i wyczerpujący. Stąd rozsądek podpowiada konieczność nabrania oddechu i dystansu do codziennego zabiegania. Pozwala on lepiej przyjrzeć się sobie, rodzinie, zakochać się ponownie w bliskości bliskich, w większym stopniu skierować myśli ku Bogu.

W rozdziale 48 Benedykt powie jednak stanowczo: „Bezczynność jest wrogiem duszy“. Surowo przestrzeże w katalogu dobrych uczynków, aby nie być żarłokiem, ospałym, leniwym, szukającym zaspokojenia własnych zachcianek. Ponownie zachęci do skromności. Innymi słowy – nie każdy sposób spędzenia czasu, który zwykliśmy określać pojemnym słowem „wypoczynek“ jest przez niego uznawany jako taki i dla nas dobry. Przecież wierzymy, że Bóg jest wszędzie obecny i że oczy Pana patrzą na dobrych i na złych na każdym miejscu (Benedykt za Księgą Przysłów 15,3), że od tego urlopu nie ma a zaniedbanie jest zdradą. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę z tego, że oderwanie od codziennych obowiązków, porządkujących nasze działania, stanowiących jego schemat, paradoksalnie potrafi utrudnić wygospodarowanie czasu na pamięć o Bogu i modlitwę, tak jak to często ma miejsce sobotę, kiedy wewnętrzna dyscyplina słabnie a ciało domaga się innego potraktowania niż w poprzednie pięć dni. Wszyscy, którzy potrzebują tego samego miejsca, by móc w skupieniu pracować dobrze rozumieją to zjawisko, gdy zechcą wziąć ze sobą pracę do pociągu. „Podobnie wysłani w podróż: niech ustalone godziny modlitwy nie mijają im nie zauważone, lecz niechaj sami je odprawiają w miarę swych możliwości i nie zaniedbują obowiązków swojej służby (roz. 5).

Wypoczynku potrzebujemy, choćby z rozsądku. Bezczynność wypoczynkiem nie jest, a stanowi zaproszenie dla grzechu. Odmienność czasu wypoczynku nie usuwa konieczności życia w Bożej obecności. Jest raczej zaproszeniem do innej rozmowy z Bogiem, w miarę możliwości opartej o stałe praktyki pobożnościowe.

Pewnego razu wiozłem malowniczą trasą dwie benedyktynki. Jedna z nich, podprzeorysza, przygotowała cały plan modlitewny, który mieliśmy realizować w trakcie podróży. Druga, przeorysza, przed tym jak zamilkła do końca naszej jazdy, powiedziała jedynie: Módlmy się oczyma.

Autor: Michał Królikowski

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *